piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 23

Już niemal stawiam z tymi rozdziałami na jedną kartę. Jak w ciągu najbliższych dwóch tygodniu nie odezwie się do mnie wena, to już sama nie wiem. Dobra, będzie co ma być.
Póki co miłych wakacji ;) i zapraszam do czytania ;)
______________________________________________________________




                Albus siedział w bibliotece, pochylony nad książką. W tym tygodniu i następnym codziennie mieli jakieś sprawdziany bądź kartkówki. No, on miał. Uczył się maksymalnej liczby przedmiotów rozszerzonych, więc musiał poświęcać na naukę więcej czasu niż inni, szczególnie, jeśli chciał zostać uzdrowicielem. Co prawda Scorpius też chciał, ale to już inna bajka – jego ojciec jest kierownikiem oddziału urazów magiozoologicznych, więc nie musi się martwić o pracę.



                Za to on wkuwał jak cep, żeby zdać egzaminy na samych celujących ocenach. Magiczne uczelnie wyższe po szóstym roku wysyłały potencjalnym kandydatom specjalne listy, dzięki którym po ukończeniu Hogwartu ich szanse na tych uczelniach wzrastały. Akademia Uzdrowicielstwa i Ziołolecznictwa wysyłała je tylko najlepszym, więc Albus postanowił, że właśnie taki będzie – najlepszy.



                Co ciekawe, fakt związku z Mary jedynie motywował go do działania. Dziewczyna rozumiała, że uczy się tyle, by zapewnić sobie dobrą przyszłość i pomagała mu w tym. Za to jego postawa dopingowała ją w dalszych treningach. Nie tylko uczelnie wysyłały listy, ale również drużyny quidditcha, a ona była zainteresowana posadą zawodowej szukającej. Oczywiście, jeśli tylko będzie grała w drużynie swojego domu, będzie miała na to największe szanse z całej szkoły.



                Dzisiejszy dzień nie zapraszał do wyjścia na zewnątrz, deszcz dawał się wszystkim we znaki. Z okna mógł zobaczyć, jak Stewart wrzeszczy na swoją drużynę, odbywającą trening. Choć już powstrzymał się od rozsiewania ohydnych plotek o Mary, to nadal nie dał jej spokoju. Wyżywał się na biednej dziewczynie, która miała już serdecznie dość jego i jego drużyny, jednak Stewart wiedział, że nie odejdzie, bo marzą jej się listy od kilku świetnych drużyn, a może nawet z reprezentacji kraju? Miał pełną świadomość tego, że dziewczyna go na 100%  dostanie. Gdy puchoni zakończyli trening, Al wreszcie dał radę w większej mierze skupić się na nauce.



                III Twierdzenie Andertona: najtrudniejszy ze sposobów. Ma identyczne i podobne cechy do pozostałych:



- wyrażenia końcowe 16



- inicjały jednowyrazowe i dwuwyra…



                -Hej Al – gdy podniósł głowę, zobaczył siadającą naprzeciwko Mary.



                -Hej – uśmiechnął się. – Jak trening?



                -Jak zwykle – wzruszyła ramionami. – Idziemy na obiad?



                -Jasne – wstał i odłożył książkę na półkę. Gdy wychodzili z biblioteki, wziął dziewczynę za rękę. Lubił to robić. Nie musiał podczas wędrówki otaczać jej ramionami i co chwilę całować. Wystarczyło, że ujął jej dłoń. Wtedy wiedział, że jest blisko, czuł jej delikatny dotyk. Nie odważyłby się na zrobienie tego, gdyby korytarz nie był pusty. Wolał okazywać jej to, co czuje, na osobności. Choć nie chcieli się obnosić ze swoimi uczuciami, Stewart zadbał o to, by cała szkoła się dowiedziała, że są razem.



                Na obiedzie usiedli na swoich stałych miejscach przy stole Slytherinu. Mary jadła z puchonami tylko w czasie ważnych wydarzeń szkolnych, na których musiała być wraz ze swoim domem. Mimo to gdy tylko mogła siadała tutaj, a ślizgoni byli już do niej przyzwyczajeni. W wejściu pojawili się Abbie i Scorp. Mary spojrzała na nią – blondynka nadal nie powiedziała Scorpiusowi o dziecku, choć minęły już dwa tygodnie. Mówiła, że chce znaleźć do tego odpowiedni moment, choć tak naprawdę bała się jego reakcji.



                -Pójdziemy potem na spacer? – zaproponował Al, podsuwając Mary spaghetti, które uwielbiała.



                -A możemy wieczorem? Tak koło szóstej? Mamy z Abbie do obgadania parę babskich spraw po obiedzie. Dzięki – uśmiechnęła się, nakładając sobie spaghetti.



                -Cześć wam – przywitała się blond para, właśnie zajmująca miejsca naprzeciw nich.



                -Ale jestem głodny – powiedział Scorp. – Zjadłbym konia z kopytami. Podałbyś tych ziemniaków, Potter?



                -A co ja jestem, żeby ci żarcie podawać? Muszę cię znosić w pokoju, ale wykarmienie cię nie jest już moim problemem – zirytował się Albus.



                -Mógłbyś być choć trochę milszy dla swojego najlepszego przyjaciela – westchnął Scorpius, po czym ciągnął poważnym tonem. – Ale nie, bo po co? Po co okazywać swoje głębokie, niezmierzone uczucia ludziom, na których ci zależy? Przecież bycie bez serca jest o wiele prostsze. Szkoda tylko, Albusie Potterze, iż nie dostrzegasz, że zachowując się w ten sposób ranisz innych. Wiem, że nie każdy…



                -Masz te kartofle i się zamknij – Al podał mu miskę z ziemniakami, patrząc na chłopaka z pode łba. – Tym razem wygrałeś.



                -Tak! – ucieszył się Malfoy. – Widzisz kochanie, jednak nie jestem aż tak do dupy – wyszczerzył się w kierunku Abbie, która wyrwana z zamyślenia uśmiechnęła się.



                -No pewnie, że nie jesteś – po czym pocałowała go lekko w policzek.



                -Zakochana para, Jacek i Barbara… - zanucił Albus, a Mary uderzyła go łokciem w żebra. – Au! No co?!



                -No nic – wzruszyła ramionami z przekąsem.



                -Ja jednak nigdy nie zrozumiem kobiet – westchnął, teatralnie ukrywając twarz w dłoniach.







                Mary z Abbie spacerowały po błoniach, rozkoszując pierwszymi promieniami marcowego słońca. Ich włosy rozwiewał lekki wiatr, a w powietrzu czuć było, jak natura budzi się do życia po zimowym śnie. Blondynka zaczynała już trzeci miesiąc ciąży i bała się, że za niedługo wszystko i tak wyjdzie na jaw.



                -Musisz mu wreszcie powiedzieć – oznajmiła dobitnie Mary, spoglądając tym samym na zegar na jednej ze szkolnych wież. – Chodźmy już do zamku, odprowadzę cię i muszę lecieć na spacer z Al’em.



                -Jasne… - mruknęła ślizgonka. – Ale dobrze wiesz, że chcę znaleźć na to odpowiedni moment – próbowała wysunąć argument na odwleczenie tego momentu w jeszcze dalszą przyszłość, choć wiedziała, że jedynie rozwścieczy tym Mary.



                -Odpowiedni moment? Błagam cię – prychnęła. – Masz zamiar mu to oznajmić przy porodzie? Otwórz oczy, im dłużej to odwlekasz, tym gorzej. Pomyśl sobie, jak Scorp się poczuje, jak dowie się tak późno.



                -No wiem, ale…



                -Żadnych „ale”! – zdenerwowała się puchonka. – Boisz się jego reakcji, boisz się, że nie odtrąci tylko dlatego, że zaczęły się problemy. Ale Scorpius taki nie jest! Albo mu powiesz, albo sama to zrobię – powiedziała nieco zbyt głośno na tak delikatną sprawę Mary. Miała już dość przyjaciółki i jej zachowania.



                Nagle Abbie gwałtownie zbladła, wydając jakby zduszony okrzyk. Mary rozejrzała się po korytarzu, nagle dostrzegając Albusa, który musiał właśnie wyjść zza rogu i słyszeć ich rozmowę, bo patrzył na nie (jakby chciał a nie mógł) skonfundowany.



                -O, hej Al – uśmiechnęła się Mary i podbiegła do chłopaka, dając mu buziaka w policzek. – To co, idziemy? – już miała go w zbyt radosnym stylu pociągnąć w stronę wyjścia ze szkoły, jednak ten nie zamierzał nigdzie iść.



                -Albo mi wytłumaczycie, o co tu chodzi… - nie dokończył, widząc minę Abbie. Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. – Abbie, co jest? – zapytał, podchodząc do niej.



                -No… - westchnęła, wzruszając ramionami. Nie wiedziała, jak mogłaby dokończyć. Nie chciała, aby Albus dowiedział się o tym przed Scorpiusem, ale było to chyba nieuniknione.



                -Boisz się reakcji Scorpa na co? – drążył, chcąc poznać prawdę. Ustawił Mary przed sobą, obok blondynki. – Nie dam wam spokoju, póki nie wyjaśnicie, o co tu chodzi.



                Był zirytowany. Nie miał w zwyczaju podsłuchiwać ludzi ani nawet reagować na podobne słowa, ale tutaj chodziło o jego najlepszego przyjaciela. Jeżeli Abbie nie wie, jak zareaguje – kto może powiedzieć jej o tym lepiej niż on? Znał go najlepiej w świecie, potrafił czytać z niego jak z otwartej księgi.



                Abbie zamknęła oczy, biorąc głęboki wdech. Zacisnęła pięści.



                -Jestem w ciąży – powiedziała, wraz z wydechem, nie otwierając oczu. Po chwili, gdy odważyła się spojrzeć, zobaczyła twarz Albusa, stężałą ze zdziwienia. Oczy miał szeroko otwarte, wargi rozchylone, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie wydobywał się z nich żaden dźwięk.



                -Ile? – wydukał w końcu.



                -Zaczynam trzeci miesiąc – odpowiedziała, ze zdziwieniem zauważając, o ile łatwiej jej było o tym mówić, gdy pierwsze wrażenie Al miał za sobą.



                -Ze Scorpem? – zapytał z powątpiewaniem, tym samym wspominając jej nie tak dawny romans z profesorem Williamsem.



                -No a z kim innym? – wściekła się, słysząc te zarzuty. – Tyle, że jeszcze mu tego nie powiedziałam.



                -To fajnie robisz – mruknął chłopak z dezaprobatą. – Idź i mu powiedz. Teraz, okej? Im później tym gorzej. Zrozumiałaś?



                -Tak – pod wpływem jego ostrego spojrzenia zachowywała się jak żołnierz.



                -Jak wrócę do wieży, to ma o wszystkim wiedzieć – dodał Albus, biorąc Mary za rękę. Poczuł niespodziewany przypływ zdolności przywódczych, których wcześniej u siebie nie zauważał. Nie chciał w żaden sposób urazić Abbie, ale, prawdę mówiąc, bardziej obchodził go Scorp niż ona.



                Blondynka przytaknęła i wyminęła go, udając się do Pokoju Wspólnego ślizgonów. Al spojrzał na Mary. Widział zaskoczenie na jej twarzy, spowodowane jego zachowaniem. Jednak wiedział, że tylko on mógł tak wpłynąć na Abbie, bo to do niego czuła największy respekt. Właściwie, to jakikolwiek respekt.



                Gdy patrzył w oczy puchonki, jego spojrzenie łagodniało. Uśmiechnął się lekko i poprowadził ją za rękę na błonia, gdzie usiedli pod starym dębem.



                -Nie potrafię w to uwierzyć – wyznał po cichu. Znów stał się bezbronny i to tylko za sprawą tych jasnych dziewczęcych oczu.



                -Też miałam z tym problemy – odparła, wtulając się w jego tors. – Ale spróbujmy o tym teraz nie myśleć. Uwierz, że syn Abbie zaprząta mi głowę całe dnie. Chciałabym choć na chwile o tym zapomnieć – mówiła cicho i czule. Kochała przyjaciółkę jak siostrę, ale była zmęczona powstałą sytuacją.



                -Syn? – zdziwił się Al. – A imiona już wybrała?



                -Crux Victor – uśmiechnęła się Mary. – Choć ja bym nazwała syna Mark Albus.



                -A córeczkę Pauline Mary, co ty na to? – uśmiechnął się. Niewiarygodne, jak szybko ona potrafiła poprawić mu humor. – Chodź tu.



                Uniósł jej głowę i złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Ściemniało się i na błoniach już nikogo nie było. Dziewczyna podniosła się do wygodniejszej pozycji i usiadła pomiędzy jego nogami. Oddała pocałunek, gładząc chłopaka chłodną dłonią po policzku, drugą zaś obejmując jego kark. Ten przesunął ręce na jej talię, przyciągając bardziej do siebie. Całował powoli, jakby wargami chciał rozproszyć całe zło wokół nich. Ona poddawała się temu z przymkniętymi powiekami. Czuła się tak, jak powinna czuć się każda całowana dziewczyna – wyjątkowa, jedyna, trwająca w nieustannym zachwycie. Oddawała pocałunki, przeczesując palcami jego i tak już rozwichrzone włosy. Albus czuł wszystko dwa razy mocniej: rozgrzane zmysły, pulsującą krew, narastającą ekscytację. Nie często mógł ją całować tak, jak teraz. Stopienie się warg, zaproszenie do grzechu. Niemal stracił oddech, gdy Mary przesunęła ręce na jego ramiona a potem tors, czule muskając go palcami. Nie wiedział już, gdzie się znajduje. Niebo czy ziemia, dzień czy noc? Wszystko zlewało się w jedną całość, uwięzioną w jej zamglonych oczach. Słyszał, jak zachłysnęła się powietrzem, gdy zsunął sweter z jej ramienia, rozpalonymi wargami składając pocałunki na chłodnej skórze. Delikatne, czułe, jak muśniecie skrzydeł motyla. Wracając do miękkości jej warg tempo uległo zmianie. Nie myślał, co robi, stał się coraz bardziej natarczywy. Gładził dłonią jej biodro, z lubością przyjmując jej uczucia i oddając w zastaw własne. Był przy niej taki bezbronny. Co dnia rozbierał się przed nią, powoli, bez wstydu, uprzedzeń, do samej miłości. Aż Bóg wstrzyma oddech.



                Nagle dziewczyna spowolniła. Zrozumiał, że czas kończyć, choć nie chciał, nie był gotowy. Chociaż, pewnie nigdy nie byłby gotowy, by urwać tę chwilę w pół kroku. Złożył na jej ustach ostatni pocałunek, smakując jeszcze raz tej nocy jej warg. Odsunął się, widząc, jak mgła w jej oczach się rozrzedza. Znów był świat. Były dzień, noc, były ziemia i niebo. Dotknął jej rozpalonego policzka, płatka róży na śniegu.



                -Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham – szepnął. Nie oczekiwał nic w zamian. Wystarczyło, że była obok. Nic więcej nie było mu potrzebne.



                -Też cię kocham – uśmiechnęła się słodko. Jej oczy błyszczały, przyćmiewając pierwsze gwiazdy wschodzące na wieczornym niebie.







                Gdy o dwudziestej rozpromieniony wracał do dormitorium, całkiem zapomniał o tym, jakiej delikatności wymagały teraz relacje pomiędzy Abbie a Scorpem. Złożył na czole puchonki ostatni pocałunek na dobranoc i niemal w podskokach pobiegł do wieży. Miał wrażenie, że w jego żyłach płynie czyste szczęście. Po co komu Felix Felicis, gdy ma się przy swoim boku kogoś takiego, jak Mary?



                -Krwawa posoka – powiedział i kamienna ściana rozsunęła się przed nim ukazując Pokój Wspólny ślizgonów. Tu już powstrzymał się od nadmiernego okazywania radości, jednak widzący go zazwyczaj pochmurnego uczniowie dziwili się na widok uśmiechu nie znikającego z jego twarzy. Wbiegł po schodach do dormitorium, a wchodząc ściągnął jeszcze czystą koszulkę, którą miał zamiar rzucić na krzesło wraz z innymi w miarę czystymi rzeczami. W środku był tylko Scorp, rozwalony w dresie na łóżku.



                -No co tak sam siedzisz, tatuśku? – wypalił, szczerząc się. Chłopak spojrzał na niego zaskoczony. W tym momencie dobry humor opuścił Albusa. Zbladł, domyślając się, że Abbie nic mu nie powiedziała.



                -Że słucham ja proszę ciebie? – wypalił Scorp, któremu w tej oto chwili przypomniało się wydarzenie z sylwestra. Ewentualnie zirytowany, że jakiś pachołek miał czelność zakłócić jego prze święty spokój. Jednak nie, wydarzenie z sylwestra wzięło górę w jego rankingu obaw.



                -Yyy… Powinieneś chyba pogadać z Abbie – wydukał Al, czując się zażenowany swoją niedelikatnością. Blondyn, przeczuwając coś złego, zerwał się z łóżka i wyszedł z dormitorium.



                -Kurwa, ale ze mnie kretyn – Potter uderzył się otwartą dłonią w czoło.

8 komentarzy:

  1. Bosh... zaczyna się dziać, w końcu Scorp się dowie! Achh to jest najlepsza akcja, jakąkolwiek przeczytałam wgl na wszystkich czytanych przeze mnie blogach, kocham cię za te obroty akcji! ;D

    Ciekawe jak ta rozmowa się potoczy, och żeby w dobrym kierunku ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. ale wypalił z tym: "No co tak sam siedzisz, tatuśku?" i ta odpowiedź: "Że słucham ja proszę ciebie?" padłam

    OdpowiedzUsuń
  3. Abbie jak już porozmawia z Scorpem to pójdzie i zabije Ala, albo mu podziekuje. Dla mnie ten jej strach to tak jakby n wierzyła, ze Scop ją zostawi. Już wyobrażam sobie Scopiusa jako ojca. Świetny widok. Albus i jego ,, i co tak siedzisz, tatuśku.,, rozwala system. Rozdział i cały blog miód cud i orzeszki :D
    Pozdrawiam i weny życzę :) zapraszam do mnie uciekajac-przed-prawda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nonono! wreszcie jakaś dłuższa notka, ale i tak mi mało! :D
    Obiecaj mi, że opiszesz sytuację, w której Abbie mówi wszystko Scorpowi! Błagam! Jestem tego tak ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  5. nie moge sie doczekac rozmowy scorpa z Abbie. bedzie gorąco chyba. a teraz zapraszam do mnie: http://od-milosci-do-nienawisci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje opowiadanie jest super.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.
    Mam nadzieję że opiszesz rozmowę Scorpa z Abbie.
    Kiedy dodasz nowy rozdział?:)

    Pozdrawiam Jagoda:);*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie zapomnę to dodam jutro :)

      Usuń
    2. To mam wielką nadzieję że nie zapomnisz:)

      Usuń